[tu wstaw tytuł]

Dream a little dream of me…

z 7 uwagami

Sweet dreams till sunbeams find you
Sweet dreams that leave all worries behind you
But in your dreams whatever they be
Dream a little dream of me

Cholernie brakowało mi tej piosenki w filmie Nolana, choćby podczas napisów końcowych. Albo jakiejś sceny z Mal. Pasowałaby, nie? Tak, notka będzie o Incepcji. Nastawiałem się na niezbyt fascynujący film akcji, na który będę mógł sobie ponarzekać, ponieważ jestem zajebisty i nie lubię popularnych hiciorów, ale po dwóch seansach dochodzę do wniosku, że właściwie nie ma na co – można się co najwyżej czepiać (nie żebym nie lubił tego robić) drobnych pierdółek, które w żaden sposób nie pomniejszają przyjemności płynącej z oglądania. O Incepcji pisać można wiele – od zwykłego recenzowania poczynając, na dziurach i dziurkach (w większości pozornych) w fabule i wydumanych nadinterpretacjach, w myśl których pierwsze 13 minut 56 sekund filmu jest snem matki wujka ciotki Arthura kończąc. Ale jest jedna rzecz, która fascynuje wszystkich – ze mną włącznie – i co do której zmieniłem zdanie po drugim obejrzeniu filmu. Czy Incepcja to dobry film o snach? Wiele osób (nie wyłączając mnie) narzekało na to, jak realistyczny i pozbawiony radośnie popieprzonych motywów jest film Nolana. Fani odpowiadają z grubej rury, waląc między oczy standardowym “nie znasz się, nie zrozumiałeś” – oczywiście zarzut w większości przypadków pozbawiony sensu, bo znacząca część narzekających pojmuje mimo wszystko koncepcję i fakt, że sny miały wyglądać tak, a nie inaczej. Taki był zamysł, jasne, ale skoro to film o snach, to przecież nie trzeba było krępować wyobraźni takimi zasadami i można go było zrobić lepiej.

No właśnie – można było?

Z pewnością niejedna osoba napisała w internecie, że chciałaby zobaczyć więcej akcji w stylu miasta składającego się w sandwicz – sam mógłbym to napisać, gdybym w pewnym momencie nie dokonał istotnego spostrzeżenia. Takie rzeczy nie zdarzają się w snach, przynajmniej moich.

W zasadzie poruszam się teraz po temacie, na którym się nie znam, o którym wiele nie czytałem, no, może coś Freuda, ale on wszędzie widział metaforyczne penisy, więc lepiej się tym nie sugerować. Powiedzmy zatem, że dalszy ciąg opiera się wyłącznie na moich doświadczeniach, w najgorszym przypadku wyciągniemy z tego wniosek, że jestem jakiś dziwny. W każdym razie spośród dzieł z którymi miałem styczność specyfikę snu najlepiej oddają chyba powieści Kafki – Proces i Zamek – zwłaszcza ta druga, pozbawiona zakończenia, bo w końcu sny często urywają się w zupełnie nieodpowiednim momencie. Jakoś nie przypominam sobie, żeby Kafka pisał coś o składających się miastach, wyrastających znikąd mostach, magicznych lustrach czy czymkolwiek w stylu tego, co w filmie Nolana posłużyło jako pokazówka możliwości architektów snów. Dziwaczna była Przemiana, opowiadanie o facecie, który został insektem, ale tam, dla odmiany, sennej atmosfery nie poczułem. Dlaczego?

Zastanawiając się nad tym dochodzę do smutnego wniosku, że sny nie są jednak tak efektowne, jak chcielibyśmy, żeby były. Fakt, że bywają popieprzone, im bardziej, tym łatwiej i na dłużej się je zapamiętuje. Ale to tylko część z nich, i to na dodatek część, którą moim skromnym zdaniem najtrudniej byłoby przenieść do filmu. Mam wręcz wrażenie, że gdyby Nolan sięgnął akurat po ten rodzaj i zechciał uczynić Incepcję bardziej pokręconą, wyszłoby fake and gay. Na szczęście istnieje też inny typ snów – może niekoniecznie realistycznych, ale zawierających zdecydowanie mniej dziwacznych i szalonych elementów. Takie, w których pojawiają się znane nam miejsca, znane osoby i prawie wszystko jest na miejscu… Poza tym dziwnym uczuciem, że coś tu nie gra.

Na przykład wzywają cię na proces, nawet nie informując, o co jesteś oskarżony.

Albo nieznajomy facet w barze mówi ci, że jesteś we śnie i grozi ci niebezpieczeństwo.

Z pewnością każdy z nas miał wiele snów w niczym nie przypominających tego, co pokazano w Incepcji, ale z drugiej strony nie mogę się oprzeć wrażeniu, że zdarzyło mi się co najmniej kilka takich, które pod wieloma względami były bardzo podobne do filmu Nolana. Pomijam tu pierwszy poziom, porwanie, te sprawy – w końcu obiekt miał być przekonany, że to rzeczywistość. To, co dzieje się na poziomie drugim, przynajmniej dla Fischera nie jest już w żaden sposób “realistyczne i poukładane”. Rozmawia z losową babką w barze, nagle pojawia się facet, który mignął mu na kilka sekund w samolocie i zaczyna przekonywać, że jest szefem ochrony jego podświadomości. Zaciąga go do kibla, zabija tam dwóch facetów. Co, do cholery, się dzieje? Dla mnie to typowo “senna”, absurdalna sytuacja. Dalej, poziom trzeci – kilkadziesiąt minut wspinaczki i walki z narciarzami po to, żeby zrozumieć uczucia swojego staruszka… Wcześniej można było zarzucić filmowi coś, co w snach byłoby bardzo dziwne – konkretne powiązanie między celem “misji”, a tym, co trzeba zrobić, żeby go osiągnąć.

Wrażenie, że Incepcja jest zbyt logiczna i niewystarczająco pokręcona wynika w dużej mierze z tego, że historię obserwujemy z perspektywy zawodowych reżyserów snu. Perspektywa śniącego to już zupełnie inna bajka. Dla niego sytuacja zdecydowanie poukładana nie jest, a po przebudzeniu doszedł zapewne do wniosku, że cała ta akcja to prawdopodobnie najdziwniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek wyśnił. Dla porównania to, co odstawia Ariadne zapoznając się z możliwościami architekta moim zdaniem zdecydowanie bardziej nadawałoby się do filmu o magii czy wirtualnej rzeczywistości. Okej, kanapka z kamienic wygląda fajnie, ale w snach nigdy nie widziałem czegoś podobnego – tam uczucie dziwaczności i surrealizmu powodują raczej sytuacje (jak u Kafki), niż krajobrazy. Często mówi się o czymś takim, jak krajobraz jak ze snu, ale ja widocznie mam ubogą wyobraźnie, bo częściej niż w snach widuje coś takiego w przeróżnych onirycznych dziełach. Krajobraz ze snu to dla mnie z reguły losowe realistyczne budynki, albo – najczęściej – miejsca, które dobrze znam z rzeczywistości. Dom, szkoła, uczelnia. Cokolwiek.

Jest jednak jedna rzecz, która nie podoba mi się w tych poukładanych snach z Incepcji i rzeczywiście pozwala oskarżyć bohaterów – a przynajmniej Fischera – o ubogą wyobraźnię/podświadomość. Czy ten człowiek nie czyta książek? Rozumiem, że jest zapracowanym biznesmenem, ale nie ogląda filmów, seriali? Fikcja to świetne tworzywo dla snów,  bardzo chętnie wcina się nieproszona między rzeczywistych ludzi i miejsca. Czasem po Wrocławiu grasuje Godzilla, czasem zostaje się trenerem pokemonów. Zadziwia mnie to, że z umysłu Fischera wychodzą tylko traumy i angsty związane z ojcem – owszem, dopiero co go pogrzebał, więc ma to sporo sensu. Z drugiej stron, wystarczyłoby wspomnieć na przykład, że lubi filmy o Jamesie Bondzie i dlatego poziom trzeci wygląda, jak wygląda. Czy coś.

Brakuje mi fajnej puenty dla tej notki. Można zadać przewrotnie pytanie, czy gdyby reżyser bardziej poszedł w surrealizm/oniryzm, film rzeczywiście byłby bliższy atmosferze prawdziwego snu. Może tak, może nie, w każdym razie z pewnością nie zgrałoby się to z konwencją niesamowitego skoku/przekrętu i nijak nie pasowałoby do bohaterów, którzy traktują tę całą zabawę ze śnieniem jak profesjonaliści. Podsumowując – po odrobinie zastanowienia stwierdzam, że Incepcja mimo wszystko całkiem nieźle oddaje klimat pewnego rodzaju snów. I tyle.

Oczywiście myśl, że wszystkie sny powinny być równie pokręcone co obrazy malarzy surrealistów, też wydaje mi się fascynująca i ciekawa. Ale z drugiej strony nigdy w życiu nie śniłem o rozpuszczających się zegarkach…

______________________

PS. Dark Knight jest przereklamowany.

PS2. Czy powinienem się martwić gołym gejem w zapytaniach? O_o

Written by JJ

Wrzesień 2, 2010 @ 12:09 pm

Odpowiedzi: 7

Subscribe to comments with RSS.

  1. Wow! JJ, Ty masz bloga!? Szok, że umknęło to mojej uwadze.

    Ale na temat. Cieszę się niezmiernie, że pisząc o “Incepcji”, skupiłeś się na czymś innym niż analizowanie jednego z kilku prawdopodobnych zakończeń albo opiewanie wspaniałości tego dzieła. Tak, zgadzam się, że film Nolana jest świetny. Ale ileż można? (pewnie można i to dłuuugo^^) W każdym bądź razie w Twojej notce poczułam powiew świeżości :)

    I mnie też raczej nie zdarza się zobaczyć w snach czegoś równie pokręconego jak obrazy Bosha czy Dalego. Nie śnimy o tym o czym chcemy śnić (a szkoda;) i nasza wyobraźnia ma tak naprawdę niewiele do powiedzenia w tej kwestii.

    To tyle. Podoba mi się Twój styl, więc z pewnością jeszcze tu zajrzę.

    PS. “Czasem po Wrocławiu grasuje Godzilla”!? o___O

    Mononoke

    Wrzesień 2, 2010 at 10:17 pm

  2. Fakt, w sumie nie sposób się nie zgodzić z tym co piszesz o pozornym braku dziwności snów w Incepcji. Dorzućmy do tego fakt, że nasi profesjonaliści mieli na kształt snu decydujący wpływ, a technologia służąca do wspólnego śnienia została opracowana przez wojsko do szkolenia żołnierzy i polega na szprycowaniu śniących narkotykami i naprawdę trudno się dziwić, że sny w Incepcji wyglądają tak jak wyglądają.

    Vodh

    Wrzesień 2, 2010 at 11:00 pm

    • Akurat to tłumaczenie z opracowaniem przez wojsko zupełnie do mnie nie przemawia – ma sens, ale jest słabe, bo równie dobrze pasowałoby do np. filmu o VR.

      JJ

      Wrzesień 3, 2010 at 12:27 pm

  3. Ja od początku nie patrzyłam na Incepcję jako na film o snach, więc… whatever. Pozwolę sobie przytoczyć podsumowanie znajomej, wg której głównym powodem dla logiki snów jest wspomniany przez Vodha fakt, że była to idea opracowana przez wojsko – “Ludzie którym przeszkadza porządność snów [osnowa fabuły] czepiają się szczegółów i nie przyjmują do wiadomości że ten film nie działa w naszej rzeczywistości.”

    PS. Dark Knight jest przereklamowany.

    no shit, Sherlock.

    Crofesima

    Wrzesień 2, 2010 at 11:33 pm

    • PS. Dark Knight jest przereklamowany.

      Bah, ktoś tu się nie zna. Niby z której strony jest przereklamowany? Bale to jedyna wada filmu, a nawet on nie rzuca się w oczy jakoś straszliwie i daje radę.

      Vodh

      Wrzesień 3, 2010 at 1:33 am

      • Z kaaażdej.

        Przereklamowany jest Joker – nie przeczę, Ledger zagrał świetnie, ale cała ta grupowa podnieta – “OMG, najlepszy aktor EVAR, dajcie mu Oscara i jeszcze Oscara za przyszły rok i Ooscara za zeszły, bo jest taki zajebisty” – to jak dla mnie ostre przegięcie. Może to nie wina aktora, ale Joker tak naprawdę mało mnie w tym filmie przejmował – ot, kolejny genialny psychol, może trochę bardziej nieobliczalny i mniej elegancki niż zwykle.

        Przereklamowana jest fabuła – tak, główny zły miał jakiś tam genialny plan. Super. Jak to zwykle główny zły. I co z tego? Żeby mnie to zaciekawiło, musiałbym się najpierw przejmować losem bohaterów, a ci… Wayne’a, jak sam zauważyłeś, zepsuł Christian Bale. Jeśli chodzi o Denta, ciekawiło mnie tylko, kiedy w końcu i w jakich okolicznościach zmieni się w Dwie Twarze.

        Przereklamowane są rozterki moralne głównego bohatera, który ostatecznie pozostał nieskazitelnym paladynem (tyle że ubranym na czaro) i nie musiał porzucić swoich zasad – a biorąc pod uwagę to, jak Joker radził sobie z intryganctwem trudno uwierzyć, że nie wpadł na nic bardziej evil niż standardowe “wybierz którą osobę chcesz poświęcić”. A jeśli chodzi o pokazywanie mrocznej strony superbohaterów, Batman ma potencjał większy niż jakikolwiek inny komiksowy heros.

        A poza tym po prostu nie podoba mi się to, że Nolan postawił na efektowny rozpierdol, a nie na klimat. Burtonowski Powrót Batmana ssał, jeśli chodzi o sceny akcji, ale jako film o nietoperku był dużo, dużo lepszy.

        Dark Knight to w dalszym ciągu dobry film akcji – no właśnie, dobry, ale na pewno nie tak zajebisty, jak twierdzi wiele osób. Obejrzałem go raz, tak samo jak pierwszego Batmana Nolana. Przy obu fajnie mija czas, ale nic poza tym.

        JJ

        Wrzesień 3, 2010 at 1:01 pm

      • wersja Crofesimowa czyt. tl;dr: film o superbohaterze (dobra, może był bardziej “realistyczny” niż Superman i inni X-meni, ale to wciąż superbohater) okrzyknięty jednym z najgenialniejszych dzieł kinematografii? czy ludzi POGIĘŁO? O to mi chodzi z przereklamowaniem. To fajny film akcji, ale ciągle będący zwykłą nawalanką z przewracającym się TIRem i fajnymi gadżetami. Tyle.

        Crofesima

        Wrzesień 3, 2010 at 2:22 pm


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.